o mnie, o was, o nich....
Blog > Komentarze do wpisu
o kotku wiertniczku - wędrowniczku
a tutaj jest miejsce, żeby Banan wpisał w komentarzu historyjkę pewnego kotka.......
wtorek, 29 lipca 2008, tnabe
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
Gość: BanaN, 088156253254.sta.vectranet.pl
2008/07/29 20:57:50
Kotek jest śliczny a w zasadzie to jest kotka.
A więc było tak... (choć Dudowa, moja wychowawczyni w technikum zabiłaby mnie za to "a więc")...
Stoimy sobie w środku olbrzymiego pola pszenicy, czekamy na kombajn, coby nam wykosił troszeczkę tego pola pod otwór wiertniczy. Podjechał ten olbrzymi pojazd i w momencie kiedy włączył te swoje olbrzymie "coś" z przodu i to zaczęło wirować, ukazały sie dwa piękniusie malutkie koteczki, jeden czarny a drugi taki:
photos107.nasza-klasa.pl/dev185/0/325/858/0325858519.jpg
Te koteczki przejechały sobie w tym kombajniku a z 10 kilometrzyków. Ja prawie zdrętwiałem, bo ten kombajnik zaczął te koteczki obracać sobie tymi swoimi wirniczkami :( no i zaczęliśmy machać do tego kombajnowego, żeby wyłączył prędziutko tą maszynę. Ale kombajnista jak to kombajnista, nie był zbyt szybki w myśleniu oraz działaniu i nam jeden kotek, ten czarniutki gdzieś zaginął, chyba go piekielna maszyna wciągnęła :( niestety. Ale ten kolorowy się uratował. Kolega "muzykant" wziął go na rączki, zadzwonił po chwili do koleżanki-małżonki, że będą mieli kotka, malutkiego....po czym kot przepięknym susem spier..olił w pszeniczkę :) No i to już miał byc koniec opowieści, bo kota wcięło na dobre ale... następnego ranka pytam się następnej brygady o kotka a oni mówia, że tak miauczał gdzies w okolicy, że im całą noc nie dał pracować, jasne "pracować" :) Pomyślałem dobrze, że w sumie mały żyje i delikatnie o nim zapomniałem... Zwinęliśmy, jak zwykle w sobotę rano, nasze zabawki, Stary i Ziły i takie tam inne i pojechaliśmy na naszą bazę, chłopcy sie przebrali, umyli i w momencie jak mieliśmy odjechać już z miejsca usłyszałem głos kota, tego właśnie kota :) Głos dochodził z kierunku ogromnej wiertnicy URB 2,5A zamontowanej na strasznie wielkim samochodzie produkcji CCCP Ził 131... No i zaczęło sie szukanie kotka na nowo hehehehe... ale kotek lubi takie sprzęty najwyraźniej bo nie schował sie byle gdzie, schował sie pod pokrywe silnika i tam spedził ostatni kawałek swojej podróży. Jak go wyjęliśmy, wyglądał jak... mała zaolejona czarna szmatka, którą ktoś zostawił w czasie naprawy silnika... Ostatni kawałek swojej trwajacej 24 godziny podróży kotek spędził w moim Reno Kangoo... teraz jest współmieszkańcem Pawła-muzykanta. Ot tyle o kotku wiertniczku-wędrowniczku.
-
2008/07/29 21:50:04
no , i to właśnie cała historyjka o kotku
-
Gość: BanaN, 088156253254.sta.vectranet.pl
2008/07/30 20:05:28
Paweł nazwał kotkę "Masza", też lekko z radziecka, jak nasz Ził ;)
-
Gość: nabe, 87.205.148.64
2008/08/03 11:37:34
a pnoć znlazł sie i czarny kotek, znaczy sie, znlazła sie skórka kotka z ząbkami:)
-
Gość: betko, adox38.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/03 16:26:36
kuuurczaaak!
jaki śliczniak! ja bym takiego wziun od razu.
-
Gość: betko, adox38.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/03 16:26:58
fajna historyjka :)