|
Blog > Komentarze do wpisu
gdybym umiał, grałbym tylko jazz...
w poniedziałkowy mroźny wieczór na śląskiej ziemi siedzę sobie w hotelu, ale o tym co na śląsku na końcu dzisiejszej opowiastki.. zebrało się kilka zdjęć i historyjek z ostatnich dni czas na nie, czas pokazać je światu, czas na ujawnienie całej prawdy o ostatnich dniach, już czas.... z michnią na wycieczkę postanowiliśmy się wybrać. wyprawa z serii "co przyjedzie w to wsiądziemy" lekko naginając tradycję za wczasu obraliśmy wstepnie kierunek marszu. to chyba oznaka starości, im człowiek starszy, tym jest bardziej przewidujący. ale i tak wyszło nieźle, chcieliśmy z (pin)czowa do buska, wyszło z wiślicy do pińczowa. o mały włos nie stalibyśmy się naocznymi świadkami wypadku w Hajdaszku, ale z przyczyn do dziasiaj nieznanych pan busista nie zabrał nas do swego pojazdu.
założona na starcie w wiślicy trasa z czasem oczywiście wzieła w łeb, ale to nic i tak warto było..
jakiegoś pierdloca mam na punkcie przydrożnych kapliczek, lubię moje pierdolce (niektóre) a w tym samym czasie BanaN z kolegami topili niezatapialne rosyjskie samochody ale wracając do wycieczki..
jakoś nigdy mnie nie ciągneło na ponidzie i dziś wiem, że złe to było...
bo ciągotki do ponidzia są fajne...
a jak zapadł zmierzch to po bętkoszczaka zadzwoniniliśmy, bośmy zmarzli zmęczyli się i do domu nam się chciało pojachać autem już.
a grześ jak po nas przyjechał, to zajadając fasolkę opowiedział nam historyjkę z poranka: jadę sobie do pracy, a tu na wysokości czerwonej góry młodzieniaszek na stopa czeka, to zabrałem go, a co i go zagadałem, że co tu robi, gdzie jedzie i takie tam. opowiedział, że ze szpitala wraca, że tato umarł, że mama umarła parę lat temu, że głodny, że cała renta ojca szła na leki. i grześ na koniec dał mu 20 zł i kurtkę co ją miał na sobie.... a wieczorem przyjechać mu się po nas chciało... jak ktoś kiedyś powie, że to zły człowiek jest to go.... okrzyczę bardzo.
a to dla grzesia specjalnie ciuchcia na AGH, o której ostatnio rozmawialiśmy
a jeszcze potem, jakoś, był koncert karaza z liroyem i wzgórzem i chyba na tym zakończę ten wątek. fajnie, że karaz gra z tymi kolesiami, że kajtek z też tam grał, ale jakoś kurna za głośno tam mi było. jedyne co rozumiałem to kurwa, zajebiście i"grają na scenie moi popierdoleńcy", liroya słowa na które współgracze uśmiechneli się szczerze. a na koniec ślask.... o to ja gotów do walki o próbki zanieczyszczonej wody i równie "nieświeżych" osadów dennych pewnego stawu na śląskiej ziemi. jak słusznie zauważyła małżonka, czerpakiem pobieraliśmy część próbek, się skubana wyćwiczyła w naszych sprzętach:) żaba na wodzie, bo gdzie indziej??? stary, dobry UGB na lądzie nas wspiera.. nasz as pik, w białej odsłonie, józio, najpoczciwszy człek w całej branży nasze "czarne złoto", co prawda to nie węgiel, ale za tym tu przyjechaliśmy. ile się trzeba namachać, żeby przestawić pływającą jednostkę wiertniczą, wiem tylko ja(ten z prawej) i żaba (zgadnijcie z której). dobranoc, spać idę rano nowe przygody na wodzie, tym razem będziemy na początku robić za lodołamacze, bo nam staw zamarzł... wtorek, 15 grudnia 2009, tnabe
TrackBack
Komentarze
Gość: betko, adop218.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/12/17 15:15:33
o jakie śliczne fotki. spadnięta główka super! a ostatnie zdjęcie to normalnie jakby jakiś najpoważniejszy performans artystyczny. dwóch wioślarzy wiosłują w przeciwnych kierunkach a na dodatek obaj uwiązani na linie. ileż możliwości intrpretacji sytuacji tak uwikłanych postaci :)
2009/12/23 22:45:43
to co, na poniedzialek szykujemy buty, Mintaj ma nadzieje ze matka natura zgotuje nam delikatny mrozik co by pluchy nie bylo, kompas naszykowany mam ;) tramwaj z busowni wybierze sie randomowo siakos i pomaszerujemy, dobrze to wymysliles Tomku
|
|
ta wasza tratwa kolyszaca sie po czarnej brei jest tak urocza ze mozesz ja wynajmowac parom na romantyczny rejs 14 lutego, oczywiscie w bialych biohazardowych kombinezonach ;)
fajne fotki z ponidzia, zaluje ze nie moglem