o mnie, o was, o nich....
Kategorie: Wszystkie | dziurka za dziurką | opowiastki | ze słownika Matki Polki
RSS
niedziela, 07 lutego 2010
zapłon

wczoraj, luty'10, moja siostra dała mi pismo, które przeyszło do mnie z ZUSu, na nieistniejący już herbowy adres.

i teraz uwaga:

pismo przyszło w lipcu '09

napisane zostało w listopadzie'08,

a dotyczyło skaładek za 2007 rok......

poniedziałek, 18 stycznia 2010
o zeszłym, złym, tygodniu

a oto kilka faktów "dzieki" , którym zeszły tydzień zarobił na miano przeklętego.

od samego początku szło słabo. w poniedziałkowy poranek okazało się, że tron przy ścianie w łazience stojący, będzie moim ulubionym meblem w tym tygodniu, będzie jego herbem, sponsorem, logiem, dominatorem. nawet, gdy już miałem go serdecznie dosyć, gdy już bardzo chciałem go opuścić, pozwilić innym moim kolegom poprzebywać z nim sam na sam, upierał się on, że jednak nie, jeszcze się mną nienacieszył odpowiednio. koło środy poczułem, że coś tu jednak śmierdzi w tej sprawie. zmieniłem tok postepowania i zacząłem zasiadać na mym przyjacielu rzadziej.

każdy poranek wyglądał podobnie, czyli tron, bieg na pole stwierdzenie, że auto nie pali, podpięcie kabli, ładowanie akumulatora, tron, wyjazd w teren, znów ze dwie godziny w plecy...

w polach też szło średnio, mróz, wajchy zamarzają, jedziesz, jedziesz nagle w zaspie stoisz, bo zagłębienie w polu jest, w lato widać, w zimie nie, bo śniegu nawiało. kopiesz, wygrzebujesz, wyjeżdzasz. w las wjeżdasz, przodem oki, wyjechać - nie,nie,nie. za wąsko. jak skręcisz lekko w prawo złamiesz lusterko, jak za bardzo w lewo, połamiesz wajchy. zajebiście. no i jeszcze dwa razy utopione szneki, raz tak płyciutko, na pół metra, ręką kuba sięgnął - wydobył, za drugim razem, w piątek w dniu zjazdu do domu, na trzech metrach staneły. tam rączki już nie wystarczyło, tam trzeba było za nimi zanurkować. ale tym razem się udało. wyciągnąłem.

z międzyświątecznej wycieczki trzy foteczki

i z kaszub troszę cyknięć

moje świątkowe wstawki muszą być

jakub g, i jego dziewicze zdjęcie na tym blogu

czwartek, 14 stycznia 2010
niech

niech się, kurwa, już ten tydzień skończy!!!! niech....

czwartek, 31 grudnia 2009
Oooostatni

Ostatni wpis w tym roku zakończyłem ślaskiem.

ten wpis zatem śląskiem rozpocznę, a rozpocznę tak, że sląsk się skończył.

dalej było tak, że poszliśmy na wycieczkę z michnią, bartmanem i masimmo.

dobrze było, połaziliśmy troszkę, lekko nas zawiało, kurna nie mam jak teraz ze dwóch zdjęć wrzucić, może w nowym roku.....

a dzisiaj rano wypilismy z grzesiem ostatnią poranna kawę w tym roku. i dwa (2) sztuczne ognie pusciliśmy o 7 rano. pierwsi bylismy napewno w kelcach :)

na koniec życzę wam w przyszłym roku samych mądrych wpisów na tym blogu

buziaki

a nie jeszcze jedno, bym zapominiał rany boskie.

wymieniałem akimulator w aucie, bo mi ostatnio tylko z kabla działał.

pojechałem do pana elektryka, poczciwy człek, nieprzecze.

ale na ścianie był taki napis:

PAMIĘTAJCIE

ELEKTRYCY ŻE PO ZAKOŃCZENIU

PRACY WYŁAŃCZA SIĘ

GAZOWE PIECYKI.

wtorek, 15 grudnia 2009
gdybym umiał, grałbym tylko jazz...

w poniedziałkowy mroźny wieczór na śląskiej ziemi siedzę sobie w hotelu, ale o tym co na śląsku na końcu dzisiejszej opowiastki..

zebrało się kilka zdjęć i historyjek z ostatnich dni czas na nie, czas pokazać je światu, czas na ujawnienie całej prawdy o ostatnich dniach, już czas....

z michnią na wycieczkę postanowiliśmy się wybrać. wyprawa z serii "co przyjedzie w to wsiądziemy"

lekko naginając tradycję za wczasu obraliśmy wstepnie kierunek marszu. to chyba oznaka starości, im człowiek starszy, tym jest bardziej przewidujący.

ale i tak wyszło nieźle, chcieliśmy z (pin)czowa do buska, wyszło z wiślicy do pińczowa.

o mały włos nie stalibyśmy się naocznymi świadkami wypadku w Hajdaszku, ale z przyczyn do dziasiaj nieznanych pan busista nie zabrał nas do swego pojazdu.

założona na starcie w wiślicy trasa z czasem oczywiście wzieła w łeb, ale to nic i tak warto było..

jakiegoś pierdloca mam na punkcie przydrożnych kapliczek, lubię moje pierdolce (niektóre)

a w tym samym czasie BanaN z kolegami topili niezatapialne rosyjskie samochody

ale wracając do wycieczki..

jakoś nigdy mnie nie ciągneło na ponidzie i dziś wiem, że złe to było...

bo ciągotki do ponidzia są fajne...

a jak zapadł zmierzch to po bętkoszczaka zadzwoniniliśmy, bośmy zmarzli zmęczyli się i do domu nam się chciało pojachać autem już.

a grześ jak po nas przyjechał, to zajadając fasolkę opowiedział nam historyjkę z poranka:

jadę sobie do pracy, a tu na wysokości czerwonej góry młodzieniaszek na stopa czeka, to zabrałem go, a co

i go zagadałem, że co tu robi, gdzie jedzie i takie tam.

opowiedział, że ze szpitala wraca, że tato umarł, że mama umarła parę lat temu, że głodny, że cała renta ojca szła na leki.

i grześ na koniec dał mu 20 zł i kurtkę co ją miał na sobie....

a wieczorem przyjechać mu się po nas chciało...

jak ktoś kiedyś powie, że to zły człowiek jest to go.... okrzyczę bardzo.

a to dla grzesia specjalnie ciuchcia na AGH, o której ostatnio rozmawialiśmy

a jeszcze potem, jakoś, był koncert karaza z liroyem i wzgórzem i chyba na tym zakończę ten wątek. fajnie, że karaz gra z tymi kolesiami, że kajtek z też tam grał, ale jakoś kurna za głośno tam mi było. jedyne co rozumiałem to kurwa, zajebiście i"grają na scenie moi popierdoleńcy", liroya słowa na które współgracze uśmiechneli się szczerze.

a na koniec ślask....

o to ja gotów do walki o próbki zanieczyszczonej wody i równie "nieświeżych" osadów dennych pewnego stawu na śląskiej ziemi.

jak słusznie zauważyła małżonka, czerpakiem pobieraliśmy część próbek, się skubana wyćwiczyła w naszych sprzętach:)

żaba na wodzie, bo gdzie indziej???

stary, dobry UGB na lądzie nas wspiera..

nasz as pik, w białej odsłonie, józio, najpoczciwszy człek w całej branży

nasze "czarne złoto", co prawda to nie węgiel, ale za tym tu przyjechaliśmy.

ile się trzeba namachać, żeby przestawić pływającą jednostkę wiertniczą, wiem tylko ja(ten z prawej) i żaba (zgadnijcie z której).

dobranoc, spać idę rano nowe przygody na wodzie, tym razem będziemy na początku robić za lodołamacze, bo nam staw zamarzł...

wtorek, 01 grudnia 2009
hotel tokio i marchewka

daliśmy się z małżonką namówić w niedziele na zostanie użytymi jako modele do strzyżenia. jak się potem okazało do farbowania również. w diabły poszła moja zasłużona siwizna. pokryła ją nieubłagalna czerń czernidła do włosów. ale, odrosną kiedyś. Nie???? zanim powklejam zdjęcia chciałbym przeprosić moich zacnych kolegów photografuf za jakość mych  własnych obrazków. przez oglądanie waszych, wiem że moje są do dupy, ale i tak je będę wklejał...

młody też z nami był, ale nie dał się ściachać

jakiejś dziewczynce coś dziwnego na głowie zrobili, innym też robili....

a żona siedzi i czeka grzecznie na swoją kolej...

doczekała się...

żona i marchewkotwórczyni

marchewka, ale nie ewka-marchewka....

i jak napisała pani Ewa na n-k hotel tokio, kurwa mać tom się doczekał na stare lata, a ja jej synka do szkoły budziłem, karmiłem, wódke nie raz z nim piłem, papierochy paliłem, za dziewuchami się uganiałem, a ona mi teraz........

czwartek, 26 listopada 2009
demony predkości

nieliczni mieli dziś okazję podziwiać niezwykły przejazd aut na ulicach naszego miasta.

otóż w godzinach dopołudniowych, wręcz z gracją równą orszakowi królowej angielskiej, z zawrotną prędkością 17 km/h, jedna wiertnica na gazelli ciągneła drugą wiertnicę na iveco.

dumym kierowcą pojazdu ciągniętego byłem ja......

czwartek, 05 listopada 2009
w drodze

pare photek z trasy kielce- radom - kielce,  kielce podlasie - kielce

chłopaki pod radomiem zatrzymali nagle ruch.

podlecieli z łańcuchowymi piłami, ścieli drzewo, na ulice je zwalili.

myślę sobie, ładny ch....., przecież żeby to uprzątnąć ze dwie godziny będą potrzebować....

mineło może dziesięć minut, a po większości starej, chyba lipy, nie było śladu.

mrówki mogą im pozazdrościć zapieprzalności, naprawdę

na podlasiu za to..

zachciało się chłopaczkom z Kielc wygód, pokój w hotelu z własną łazienką musi być i z prysznicem oczywiście również, to dostali pokój z prysznicem wedle zamówienia...

nie ma jak wskoczyć odrazu z spod prysznica pod kołderkę....

a w pracy jak pan geolog sobie zażyczył, żeby mu wybrać cały zanieczyszczony grunt, to i koparkę dało się do dołu siłą zaciągnąć..

troszke folkloru i dewocjonali podlaskich

i jeszcze świeczka dla Mariusza ['], pilnuj nas tam wszystkich w teren jeżdzących, abyśmy zawsze do domów wracali, a my pamiętać będziemy....

środa, 07 października 2009
jesjenna basja

poniedziałek, 21 września 2009
chińskie, kurwa słowa

dramat autobusowy

wsiadłem do autobusu lini 35 dzisiaj po południu.

siedziały sobie tam dwie młode dzieweczki, jedna ładna nawet. na grzeczną wyglądała.

gdy zająłem i ja swoje miejsce, damy kontynułowały swoją konwersację:

ta ładna - wiesz, kurwa, jak kończyłam gimnazjum musiałam zalicząć polski z jedynki na dwóje

ta druga - mhm

ta ładna  - i no, kurwa, wiesz. jakieś pojebane pytania i musiałam się nauczyć na pamięć jakiegoś wiersza

ta druga - mhm

i wiesz co musiałam się nauczyć?? no, tego, no Litwo ojczyzno moja. wiesz które, nie znasz???

ta druga - mhm

ta ładna  - jakie to pojebane, jakieś kurwa chińskie słowa tam były, nie dało się tego nauczyć....

wysiadły zaraz potem.

cholera, szkoda. dowiedziałbym się może, że jeszcze pare innych języków też znam.....


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13